A mogłem być przed Szafrańskim ;)


..myślałem o tym żeby zacząć pisać jakiś blog z takimi rzeczami, bo często mam jakieś przemyślenia w głowie, ale nie chce mi się tego spisywać tak po prostu dla siebie, wszedłbyś w temat?
Można by nazwać go „ekonomiści za dychę”..



Kilka dni temu na moją skrzynkę mailową trafiła dziwnie znajoma, choć trochę odległa w czasie korespondencja. Mój przyjaciel przeglądając swoją skrzynkę przypadkowo trafił na naszą wymianę maili z.. 2011 roku i postanowił mi ją podesłać. Po przeczytaniu wróciła mi trochę pamięć o tamtych czasach, bo choć było to tylko (aż?) 6 lat temu, to wiele rzeczy uciekło już gdzieś w niepamięć.

Był to czas mojego czwartego roku pracy w bankowości. Byłem już lekko wypalonym doradcą klienta i jedyne co mnie wtedy utrzymywało przed „położeniem papieru” był obszar inwestycji, który od dłuższego czasu pochłaniałem hektolitrami.

Niestety mój ówczesny pracodawca poza jednym funduszem inwestycyjnym praktycznie w całości opartym o WIG i jednym debiutującym wtedy produkcie strukturyzowanym, nie posiadał nic więcej w swojej ofercie, więc zdobytą wiedzę nie miałem jak przełożyć na jakiekolwiek wymierne efekty.

Z pewnym pomysłem przyszła wtedy dyrektor regionu, czyli szefowa mojej szefowej, która dostrzegła we mnie tę chęć rozwoju ponad wymagane standardy. Nie miała możliwości (chyba), by stworzyć mi funkcję, za którą mógłbym otrzymywać jakieś pieniądze. Uderzyła od drugiej strony – zwiększyła mój poziom kompetencji w regionie, a tym samym poziom obowiązków i odpowiedzialności. Oczywiście wszystko nieformalnie, wewnętrznie.

Ponieważ poziom wiedzy wśród doradców (dyrektorów oddziałów również..) o jakichkolwiek produktach inwestycyjnych był bliski zeru, otrzymałem ten obszar „we władanie” i na tyle, ile mogłem - wolną rękę w podejmowanych działaniach.
Zacząłem więc prowadzić szkolenia, wdrażać nowych pracowników i.. pisać regularnie o tym, co się dzieje na rynku i jaki może mieć to wpływ na zachowanie posiadanych w ofercie funduszy inwestycyjnych.

Właśnie ostatniego działania dotyczyła wspomniana korespondencja. Po kilku wymienionych mailach padł pomysł, żeby nie trzymać tego dla siebie, tylko puścić w świat. Co prawda żaden z nas nie posiadał odpowiedniego wykształcenia ekonomicznego, żeby kreować się na ekspertów, ale w sieci wtedy też nie było takiego materiału w takiej ilości jak obecnie.

Jednak z blogiem wystartowałem niedawno, czyli po 6 latach od opisanych wydarzeń.

Wymówki

Nie jestem w stanie już teraz w 100% przypomnieć sobie co mną kierowało w tamtym czasie, ale powodami tego, że nie odpaliłem projektu od razu mogły być:

1. Brak odpowiedniego wykształcenia.

Nie czułem wtedy, że mam na tyle dużą wiedzę, żeby dzielić się nią publicznie. Wszystkie analizy, które pisałem, choć uznawane za bardzo dobre jak na moje stanowisko, w mojej opinii nie były dość dobre. Nie znałem odpowiedniego słownictwa, fachowego języka. Nie potrafiłem rozłożyć danego wydarzenia na czynniki pierwsze tak, jak to robią fachowcy od ekonomii. Wszystko robiłem „na czuja” i tak też to opisywałem.

2. Brak odpowiedniego doświadczenia w branży.

Dopiero czwarty rok pracowałem w bankowości i byłem tylko doradcą klienta, czyli najmniejszym trybem machiny, żeby nie powiedzieć pionkiem. I choć dobrze wiedziałem, że to ja i moi współpracownicy tak naprawdę generujemy sprzedaż, czyli realne przychody dla banku, nie czułem się kimś ważnym. Czułem się raczej jak ktoś, kogo bez trudu da się zastąpić i nikt o nim nie będzie pamiętał. Jak więc ktoś tak mały może się wymądrzać w Internecie?

3. Poczucie wypalenia zawodowego.

Teraz wydaje mi się to trochę śmieszne, ale wtedy inaczej na to patrzyłem. Z drugiej strony wykonywanie tych samych obowiązków dzień w dzień od czterech lat nie było zbyt motywujące. Tym bardziej, że na stanowisku doradcy osiągnąłem już wszystkie przewidziane przez firmę awanse i nie widziałem dla siebie dalszej drogi. Nie byłem wtedy zainteresowany stanowiskiem dyrektora oddziału – byłem jeszcze na to zbyt niedojrzały biznesowo. Kręciło mnie za to stanowisko tzw. animatora sprzedaży.
Była to osoba od szeroko rozumianego wsparcia sprzedaży w oddziałach na podległym terenie. Wdrażała pracowników, prowadziła szkolenia, zajmowała się rozwojem kompetencji. Wziąłem więc udział w rekrutacji. Wszyscy w regionie wiedzieli, że jestem dobry w sprzedaży i że mam potencjał do tego, żeby uczyć sprzedaży innych.
Pamiętam sytuację, kiedy jedna z osób, z którą miałem przyjemność pracować nad sprzedażą funduszy inwestycyjnych, też chciała złożyć swoją aplikację na stanowisko animatora, lecz gdy dowiedziała się, że ja również aplikuję, to zrezygnowała – dla tej osoby wynik rekrutacji był oczywisty.
Czy otrzymałem to stanowisko? Nie. Przegrałem z kimś bardzo przeciętnym, ale za to bliskim znajomym przełożonego animatorów sprzedaży.

4. Brak wsparcia najbliższych.

Osoby, którymi się otaczałem nie stanowiły dla mnie takiego wsparcia, jakiego mógłbym/powinienem oczekiwać. Nie będę wnikał w szczegóły, bo dotyczą osób, z którymi nie mam już żadnych relacji i nie chcę tu wylewać swoich żali za tamten okres, ale faktem jest to, że z perspektywy czasu widzę, że powinno wyglądać to zdecydowanie inaczej.
To dobrze, gdy najbliżsi są krytyczni wobec naszych pomysłów, bo różne dziwne rzeczy czasem przychodzą nam do głowy, nie zawsze dobre. Ale niech to będzie krytyka konstruktywna, a nie ciągłe sprowadzanie do parteru i negacja wszystkiego co chce się zrobić.

5. Brak planu na przyszłość.

Ten punkt jest w zasadzie wypadkową poprzednich. Dopadało mnie wtedy ogólne zniechęcenie do wszystkiego, a otoczenie nie było w stanie popchnąć mnie do przodu w jakimś kierunku. Brakowało motywacji do działania, jakiejś wizji. Nie widziałem przyszłości w pisaniu na dłuższą metę, nie znałem możliwości jakie może to ze sobą nieść. Suma wątpliwości spowodowała, że pomysł pozostał tylko pomysłem.
Może brakło mi kogoś w rodzaju mentora, żeby nie powiedzieć guru. Kogoś kto pokazałby mi, że można i warto zacząć działać. Choćby tylko dla samego działania, by nie stać w miejscu. Poddanie się jest najłatwiejszą opcją, ale nie prowadzi do niczego.

6. Obawa przed krytyką.

Chyba najczęściej pojawiający się powód, w związku z którym twórcy nie zostają twórcami. Chociaż się do tego nie przyznawałem, bałem się oceniania mojej pracy przez innych.
Jako doradca miałem do czynienia z tzw. coachingami, które tak naprawdę były tylko obserwacją pracy z informacją co zrobiłem źle. Nie lubiłem tego, zachowywałem się wtedy sztucznie żeby zadowolić osobę obserwującą i mieć spokój na jakiś czas.
Jeśli więc nie radziłem sobie z oceną tego co robiłem dobrze, jak mogłem sobie poradzić z oceną tego, w czym będę debiutował? Podświadomie wolałem tego uniknąć, więc najlepszym rozwiązaniem było odwlekanie.

Wnioski

Po czasie zawsze łatwiej jest spojrzeć na problem „na chłodno”, bez emocji, z bardziej racjonalnym myśleniem. I choć to zawsze jest „musztarda po obiedzie”, jeśli jakieś błędy niczego nas nie uczą, będziemy je wciąż popełniać. I choć dobrze jest, jeśli uczymy się na własnych błędach, lepiej jest, jeśli mamy możliwość uczenia się na błędach innych osób. Dlatego, jeśli pozwolisz, chciałbym na bazie własnych doświadczeń dać Ci kilka rad, a tym samym zmotywować Cię do działania.

1. Jeśli masz pomysł i czujesz, że niesie to ze sobą wartość – zrób to!
Nie ma znaczenia Twoje wykształcenie – to, że nie masz papierka nie oznacza, że nie posiadasz wiedzy na poziomie nawet odrobinę większym od swoich przyszłych odbiorców. W dzisiejszej Polsce mamy tylu magistrów, że nie jest to już żadnym wyznacznikiem wiedzy i rzadko niesie ze sobą prawdziwą wartość.
Odwróć to i zrób z tego korzyść – nie potrzebowałeś rygoru studiów, żeby zdobyć wiedzę czy umiejętności. Jesteś wystarczająco zmotywowany, aby rozwijać się samemu, co nie jest łatwe, więc niech będzie to Twój atut i wyróżnik na rynku. Nie czuj się gorszy, bo nie jesteś.

2. Nie myśl o sobie, że jesteś „tylko” – jesteś „aż”.
Jeśli wykonujesz pracę, która wymaga od Ciebie osiągnięcia poziomu wiedzy większej niż większość społeczeństwa i robisz to dobrze – już jesteś ekspertem. Nieważne czy sprzedajesz karty kredytowe w galerii handlowej, komponujesz wiązanki ślubne, naprawiasz samochody czy piszesz artykuły naukowe i czy robisz to od kilku miesięcy czy kilku lat – doświadczenie zdobywa się z czasem, ale żeby je zdobyć trzeba działać. Samo przeczytanie książki o języku html nie zrobi z Ciebie cenionego informatyka – musisz stworzyć określoną ilość stron, by przełożyć teorię na praktykę. Nie zakładaj z góry – zrób i sprawdź czy działa.

3. Jeśli czujesz, że to, co robisz zawodowo, nie przynosi Ci satysfakcji, tym bardziej szukaj dla siebie alternatywnego źródła motywacji do działania i zacznij robić coś „na boku”.
Obecnie jest to całkowicie normalne, że pracujemy w jednej dziedzinie, a nasza pasja to zupełnie inna bajka. Ważne, by tak poukładać sobie wszystko w głowie, aby to, co przynosi nam dochód, wspierało to, co daje nam radość. Wtedy łatwiej będzie nam wytrwać nawet w najgorszych sytuacjach zawodowych.
Poza tym, nawet jeśli jeszcze teraz tego nie widzisz, na 99% w przyszłości trafi się rozwiązanie, które pozwoli uzyskiwać dochód z pasji, jeśli tylko będziesz tego chciał, dążył do tego i szukał takiego rozwiązania. Twórz, ucz się, rozwijaj i puszczaj to w świat – dobra wartość w końcu zostanie doceniona.

4. Otaczaj się ludźmi, którzy dobrze wpływają na Twoje samopoczucie i chęci do działania, i odcinaj się od tych, którzy wysysają z Ciebie energię i dobry nastrój.
Z rodziną i najbliższymi sytuacja wygląda inaczej, ale zawsze możesz szczerze porozmawiać o swoich planach. To oczywiste, że często możesz słyszeć „Ty i te Twoje pomysły! Dorośnij, weź się za coś konkretnego zamiast bujać w obłokach”, ale odrzuć to na bok. Słuchaj krytyki, jeśli jest konstruktywna i wnosi coś do Twojej pracy. Odcinaj się od hejtu i słów typu „na pewno się nie uda”. Wszystko leży w Twoich rękach i to, że komuś się nie udało, nie oznacza, że Ty nie zrobisz tego lepiej. Nie bój się odważnych decyzji personalnych – czasem potrzebne są ostre i bolesne cięcia, żeby zostawić bagaż za sobą, wstać i ruszyć szybszym krokiem do przodu.

5. Stwórz plan i trzymaj się go, a w razie potrzeb modyfikuj.
Postaw sobie cel główny, jaki chcesz osiągnąć i cele pośrednie, które Cię do niego przybliżą. Musisz mieć wizję przyszłości, musisz mieć do czego dążyć - inaczej każda przeszkoda będzie wybijać Cię z rytmu, aż w końcu rzucisz wszystko i cała praca pójdzie w piach.
Twórz cele zgodnie z metodą SMART – precyzyjnie i mierzalnie oraz określ czas jaki sobie dajesz na realizację zadania. Dzięki temu będziesz wiedział, jakie działania przybliżają Cię do sukcesu, a jakie nie dają wystarczającego efektu i nad czym musisz się skupić bardziej, a co odsunąć na bok.
Nie słuchaj tych, którzy mówią, że plan zabija spontaniczność – bądź krok przed nimi i zaplanuj sobie czas na spontaniczność, a później zmierz swoje efekty pracy z ich efektami. Zdziwisz się jak daleko zostawisz ich w tyle.

6. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się czegoś nie zrobiło, ale staraj się przewidzieć zagrożenia i przygotuj się na nie.
Pamiętaj także, że nigdy nie przewidzisz wszystkiego, więc bądź gotowy na krytykę, hejt, porażki, utopione pieniądze, stracony czas, siły i nerwy. Podobno wszystko, co dobre, rodzi się w bólach. Jeśli boisz się oceny swojej pracy, zapytaj sam siebie: co może stać się najgorszego jeśli to zrobię? Z drugiej strony postaw odpowiedzi na pytanie: co się stanie jeśli nie spróbuje tego zrobić? Jeśli naprawdę chcesz coś osiągnąć to ta druga tabelka powinna zniwelować lęk z tej pierwszej. Jeśli uważasz, że warto coś zrobić – po prostu to zrób.

Gdyby

Jak wyglądałoby moje życie, gdybym wcześniej podjął pewne decyzje? Gdzie bym teraz był i co robił? Tego nie wie nikt, ale wiem, że mogłem zrobić to wcześniej, niż później.
Odwlekanie działania jest najgorszym, co można zrobić. Może gdybym nie odwlekał, byłbym teraz na miejscu Szafrańskiego i to on uczyłby się ode mnie, a nie ja od niego? :) Na szczęście jestem jakieś 10 lat młodszy więc i tak zaczynam szybciej niż on ;) Ale mogłem zacząć jeszcze 10 lat wcześniej, tylko nikt mi wtedy nie powiedział, że warto.
Nie miałem wsparcia, dobrego słowa, motywacji do działania. Pewnie też w dużej mierze ze względu na mój charakter i to, jaki wtedy byłem. Zawsze duża część winy jest w nas samych i często nie dopuszczamy do siebie tego, co ktoś nam próbuje powiedzieć.

Jeśli dotarłeś aż tutaj i masz dopiero 20 lat, potraktuj ten materiał jako rady starszego kolegi, którego ja nie miałem, a szkoda.
Jeśli masz 30 lat i wciąż się zastanawiasz czy coś zrobić czy nie, odrzuć wątpliwości i działaj – to najlepszy moment w życiu na zmiany.
Jeśli masz 40 lat lub więcej i myślisz, że dla Ciebie jest już za późno, wybacz że mówi Ci to gówniarz, ale jesteś w błędzie, bo nigdy nie jest za późno. Każdy moment jest dobry, wystarczy zrobić pierwszy krok.

Z założenia miał to być artykuł z cyklu motywacyjnych – sam oceń czy taki jest.
Te słowa może nie porwą tłumów, ale jeśli chociaż jedna osoba powie „ma chłopak rację”, będę wiedział, że warto było to napisać. Jeśli tak właśnie uważasz, daj mi o tym znać. Jeśli Cię zanudziłem również mi o tym powiedz. Jeżeli natomiast jest Ci to obojętne.. to pewnie już Cię tu nie ma ;)

Komentarze

  1. Hej,
    Dobry tekst motywacyjny, trochę jakbym czytał o sobie, żałuję tego co nie zrobiłem 10 lat temu, ale teraz powoli nadrabiam ten czas, zobaczymy co będzie za następne 10 lat.
    I życzę motywacji w prowadzeniu bloga, bylebyś nie powielał już istniejącego bloga Szafrańskiego, tylko nowa jakość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,
      dziękuję za komentarz, tym bardziej, że jest pierwszym na moim blogu :)
      Cieszę się, że tekst Ci się podoba i trzymam kciuki, żebyś szybko nadrobił zaległości.
      Nie ukrywam, że Michał i jego praca jest dla mnie inspiracją i warto korzystać z dobrych praktyk. Oczywiście nie zamierzam kopiować jego dokonań, choć tematyka podobna. Jestem na samym początku blogowania, więc ciężko jeszcze mówić o własnym stylu, ale pracuję nad tym :)

      Dziękuję za dobre słowo i zapraszam do czytania innych artykułów.

      Usuń

Prześlij komentarz