Po co komu wiedza finansowa?

Drogi Czytelniku,

Witam Cię serdecznie na blogu „Ekonomista za dychę” i na wstępie dziękuję, że zechciałeś tu zajrzeć :)

Kilka słów o mnie i o samym blogu możesz przeczytać w zakładce „O mnie i o blogu”, więc pozwól, że nie będę się tu rozpisywał na ten temat i przejdę od razu do rzeczy.

Dlaczego kolejny blog finansowy i dlaczego kolejny blog edukacyjny?

Odpowiedź jest bardzo prosta – dlatego, że (niestety) Polacy wciąż posiadają zbyt małą wiedzę (lub nie posiadają jej w ogóle) dotyczącą finansów osobistych, banków i ich produktów, sposobów na oszczędzanie/pomnażanie pieniędzy, już nie mówiąc o inwestowaniu.

Skąd taki wniosek?

10 lat pracy w instytucjach bankowych na stanowiskach związanych z bezpośrednią obsługą klientów utwierdziło mnie w przekonaniu, że zdecydowana większość klientów detalicznych nie ma pojęcia o tym co podpisuje zawierając umowy z bankiem. Co gorsza, większość z nich ma nadzieję, że wyedukuje ich bank w osobie tzw. doradcy klienta, którego zadanie jest zupełnie inne – zrealizować plan sprzedażowy.

Wiele lat zajmowałem to stanowisko i z doradzaniem tak naprawdę nie ma to zbyt wiele wspólnego, jest to po prostu sprzedaż i wcale bym się nie obraził gdybym na plakietce z imieniem i nazwiskiem miał napisane „sprzedawca usług bankowych”, zamiast „doradca klienta”.

Wracając do edukacji, po co Polakom wiedza finansowa? Ponoć nie odpowiada się pytaniem na pytanie ale zaryzykuję:

1. Jak otrzymujesz Twoje wynagrodzenie / świadczenie?
2. W jaki sposób płacisz za zakupy?
3. Jak przechowujesz oszczędzone pieniądze?
4. Gdzie idziesz, gdy potrzebujesz dodatkowych pieniędzy?

Myślę, że tych pytań może być więcej, ale te cztery powinny wystarczyć. Najczęściej odpowiedź na nie wszystkie sprowadza się do jednego słowa – bank. Jak ważne są pieniądze we współczesnych czasach – chyba nie trzeba się rozpisywać, jest to oczywiste.

Dlaczego więc powierzamy swoje często ciężko zarobione pieniądze ludziom, o których nic nie wiemy, instytucjom, których tak naprawdę nie znamy i usługom, których nie rozumiemy?


Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć dwie autentyczne sytuacje:

Kobieta w wieku ok. 60 lat wchodzi do tramwaju w jednym z większych miast Polski, podchodzi do automatu, w 3 sekundy wybiera bilet i przykłada kartę. Wie, że dzięki transakcjom bezgotówkowym jej konto zwolnione jest z wszelkich opłat, a dodatkowo bank płaci jej za korzystanie z transakcji zbliżeniowych. Ponadto groszowe końcówki od kwot zapłaconych kartą samoczynnie przekazywane są na rachunek oszczędnościowy dzięki czemu kobieta codziennie oszczędza, nawet nie zwracając na to uwagi.

Mężczyzna ok. 30 lat w miasteczku wielkości 20 tys. mieszkańców trzyma zarobione pieniądze w metalowej kasetce w swoim pokoju, ponieważ bank go okrada naliczając co miesiąc opłaty za konto, kartę, jakieś ubezpieczenia i nie wie co jeszcze. Uważa, że wszystkie banki to złodzieje i istnieją tylko po to, żeby zabrać ludziom ich pieniądze.

Tak naprawdę ani wiek, ani miejsce zamieszkania nie ma tu znaczenia – faktem jest posiadanie (lub brak) odpowiedniej wiedzy o produktach finansowych, nic więcej. Sytuacje są mega skrajne, ale jak najbardziej autentyczne, nie wymyśliłem ich na potrzeby tego wpisu i często przytaczam w trakcie rozmów lub podczas szkoleń, które prowadzę.

Ktoś mógłby powiedzieć, że bankom zależy na tym, żeby klienci nie mieli wiedzy o tym, co podpisują, bo dzięki temu wyciągną od nich większe pieniądze. Bzdura!

Faktycznie niewiedza jest wykorzystywana, ale nie przez banki, tylko przez nieuczciwych sprzedawców, którzy wybierają drogę „na skróty”. Profesjonalni sprzedawcy zdecydowanie bardziej wolą klienta świadomego, a nawet bardzo wymagającego, niż kogoś, kto nie ma zielonego pojęcia o podstawowych rzeczach.

O wiele przyjemniej prowadzi się rozmowę handlową z klientem, któremu np. nie trzeba tłumaczyć podstaw mechanizmu codziennej kapitalizacji odsetek, tylko dyskutuje się o zaletach i wadach takiego rozwiązania oraz jego dopasowania do aktualnych potrzeb klienta. Serio! Podpisuję się pod tym obiema rękami i jestem przekonany, że wiele osób pracujących na tzw. front office to potwierdzi.

Osobiście chciałbym, żeby Polacy stali się narodem o dużej świadomości funkcjonowania świata finansów i doskonałej wiedzy na temat możliwości zarządzania pieniędzmi, ich zdobywania i pomnażania. I choć może jest to bardzo górnolotne, ten blog jest moją cegiełką, którą chciałbym dołożyć do procesu edukowania społeczeństwa, który już się rozpoczął za sprawą kilku osób, których odwiedza co miesiąc kilkaset tysięcy czytelników. Super! To bardzo cieszy! Ale te kilkaset tysięcy to kropla w morzu, w czterdziestomilionowym kraju i jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, i dotarcia do wielu miejsc. Jeżeli to, co robię pomoże choćby kilku osobom, będzie to dla mnie potwierdzenie, że warto.

Przechodząc do meritum, od następnego wpisu planuję rozpocząć cykl artykułów dotyczących edukacji bankowej. Chciałbym prostym językiem opisać po kolei najpopularniejsze produkty i usługi, jakie można spotkać w większości polskich banków detalicznych.

Założeniem jest publikacja pięciu artykułów, najrzadziej co dwa tygodnie, opisujących: konta osobiste, produkty oszczędnościowe, debety i limity w koncie, karty kredytowe oraz kredyty konsumenckie.

Dodatkiem do cyklu będzie kilka artykułów będących wprowadzeniem w tematykę produktów złożonych: duety lokat z funduszem, produktów strukturyzowanych oraz samych funduszy inwestycyjnych.

Co dalej? Czas pokaże, wszystko zależy od Waszej informacji zwrotnej :)

Jak już wspomniałem, artykuły chciałbym pisać językiem tak prostym, jak tylko się da choć wiem, że nie będzie to łatwe. Nie lubię reklam, ogólnie bardziej mnie drażnią niż zachęcają (szczególnie reklamy pożyczek), ale na pewno widzieliście spot o „certyfikacie prostego języka”?


(nie jest to artykuł sponsorowany, a ING nie płaci mi za zamieszczenie tego linka)


Reklama wyjątkowo trafiła w mój gust i choć nigdy nie byłem „fanem” ING ani od strony pracodawcy, ani od strony klienta, zgadzam się z ich przekazem mówiącym o tym, że powinno się maksymalnie upraszczać bankowy język, a tym samym likwidować tzw. gwiazdki w umowach, regulaminach itp.

Poza tym nie ukrywam, że lubię Marka Kondrata :) Ale zszedłem z tematu..


Wstęp lekko przydługi, ale temat obszerny. Nie przedłużając dalej, zapraszam Cię do kolejnych wpisów i zachęcam do pozostawiania komentarzy oraz kontaktowania się ze mną mailowo. Każda sugestia, krytyka, pomysł są dla mnie cenne w tworzeniu kolejnych materiałów.

Jeżeli uznasz, że treści są dobre – przekaż proszę bloga swojej rodzinie i znajomym, może też znajdą coś dla siebie.


Dziękuję, że dotrwałeś aż dotąd i życzę miłej lektury :)

Komentarze